Plan na ten rok, czyli decyzja

para tańcząca tango

Co zamierzasz?
Jeśli planujesz naukę tańca, bądź już tańczysz, postawienie sobie poniższych pytań może być pomocne w uświadomieniu sobie swoich oczekiwań, a przez to przyczynić się do lepszej efektywności podejmowanej nauki i treningów.

  • Dlaczego chcę tańczyć?
  • Co daje mi tańczenie wybranego tańca?
  • Co chciałbym/chciałabym zmienić/osiągnąć w swoim tańcu w tym roku?
  • Czy coś stanowi przeszkodę, problem, aby to osiągnąć?
  • Co może mi w tym pomóc?
  • Jeśli postawiłem sobie cel, czy zależy on wyłącznie ode mnie?
    (jeśli nie tylko od Ciebie, spróbuj zmodyfikować go w ten sposób, abyś mógł/mogła osiągnąć to, co w 100% będzie zależne wyłącznie od Ciebie, a nie od innych)

Zanotuj sobie swoje odpowiedzi na kartce, włącz muzykę, która Cię porusza, oddychaj świadomie, pobądź z tym chwilę, a następnie podejmij dzisiaj jedną decyzję, która będzie wpisywać się w zapisane przez Ciebie cele. Dzisiaj.

 

Tangowy ocean

szkoła tanga Poznań

W ostatnim czasie przeprowadziłem mnóstwo rozmów z tangueros, czyli osobami tańczącymi tango w Polsce i na całym świecie.
Pytanie brzmiało „Czym jest dla Ciebie tango?”.
Nie jest to pytanie wyłącznie natury filozoficznej. Tango jest tak szerokim określeniem, że bez odpowiednich narzędzi dla osoby początkującej mylącym będzie na przykład oglądanie filmików na youtube, gdzie głównie znajdziemy escenario, czyli pokazowe tango sceniczne. Jeśli już oddzielimy tango escenario od tanga socjalnego tańczonego na milongach, znowu powstaje rozdźwięk: styl salonowy, czy nuevo, styl liso, czy też więcej ozdobników? I tak można by mnożyć. I gdzie biegnie granica pomiędzy nimi? Zdaje się, że odseparowanie jednego stylu od drugiego może być niewykonalne.

Gdy ponad to dodamy jeszcze różnicowanie indywidualnych stylów ze względu na wiek, osobowość, charakter, miejsce, w którym osoba rozpoczęła naukę, czy było to od samego początku wyłącznie tango, czy też wcześniej były to inne style taneczne, okazuje się, że jakakolwiek kodyfikacja, nazwanie „to jest tangiem, a to nie” jest bardzo trudne, dość subiektywne. Zebrane tutaj słowa nie muszą, ale mogą stanowić jednak pewien wspólny mianownik, trzon, czym tango będzie niezależnie od tego, kto jaki styl będzie preferował lub prezentował.

Tu zaszła zmiana.

Uczestniczyłem ostatnio w spotkaniu dotyczącym wpływu tanga na psychikę człowieka.
Jedna z dziewczyn wspomniała, jak bardzo nie lubiła podążać. Przyzwyczajenie do prowadzenia w życiu, w tańcu nie pozwalało jej na przeżycie błogości, jakiej można doświadczyć podczas podążania. Przełom nie nastąpił od razu, dopiero podczas jednej z milong poczuła „jakby płynęła”. Opowiadała to wydarzenie doskonale pamiętając, moment, a nawet miejsce na parkiecie, gdzie blokada puściła. Niezwykłe potwierdzenie, jak blokady towarzyszące nam na co dzień, mogą zostać rozpuszczone przez ten zadziwiający taniec.
Inna historia to doświadczenie tańczenia tanga w ramach ćwiczenia solo; kontakt z parkietem, używanie własnego ciężaru ciała poprzez biodro, aby poczuć uziemienie. Ćwiczenie pomogło w odkrywaniu samego siebie. Aby poczuć przyjemność bycia w połączeniu w parze, najpierw muszę poczuć przyjemność bycia z samym sobą. Jak wówczas zmienia się taniec i nasze życie, albo nasze życie i taniec…
Kiedyś przygnieciony zmartwieniami tańczyłem będąc nieobecnym, moja partnerka doskonale to odczuła. Tango jest jak papierek lakmusowy, czego doświadczasz w życiu. To może niektórych przerażać. Choć mechanizm jest ten sam; niektórych przeraża wizja wizyty u psychoterapeuty, nie chcą zobaczyć w tym potencjału, nadziei na uzdrowienie, poszerzenie możliwości, perspektyw, jakości życia.

Tango zmusza nas do zmagania się ze swoim ciałem, wyobrażeniami, zmusza nas do otwartości na zaskakujące sytuacje, do improwizacji, zmiany planów, zaprasza nas do akceptacji tego, że czasem popełniamy błędy, a tym samym do niesamowitej wolności. To jednak droga. Nie dzień, nie tydzień. To droga, na którą warto wejść i kroczyć…

Ochrona życia to jakość tego życia.

W obliczu tego co się dzieje, chciałbym zwrócić uwagę na to, że troska o życie przejawia się nie w deklaracjach, a w działaniu o jakość tego życia.
Poniżej przykład niewidomej dziewczynki…

Jeśli jesteś osobą niepełnosprawną, lub znasz takie osoby, powiedz im o Akademii.
My nie dzielimy ludzi, drzwi otwarte są dla wszystkich.
Tak chcemy dbać i chronić życie przez duże „Ż”.

Brak pewności siebie, lęki, traumy, niepokoje, samotność, strach, złość, depresja.

Dawid Belach

Gdy w 2005 roku pojawiła się pierwsza edycja „Tańca z Gwiazdami” telefon i maile przegrzewały się od zapytań o nowy kurs. Ile od tego czasu osób nauczyłem tańca? Nie da się tego policzyć. Czasem niektórzy po wielu latach wracają, szukają czegoś więcej, niż tylko zwykły kurs.

Od jakiegoś czasu widzę pewną ciekawą tendencję.
Znacząca ilość osób zapisujących się na zajęcia jest bardzo świadoma swoich potrzeb. W dużej mierze zależy im na własnym rozwoju. Dlatego „kurs tańca” nie do końca jest rozwiązaniem, które spełnia ich potrzeby. Stałe regularne zajęcia przez cały rok są odpowiedzią na decyzję o inwestycji w siebie. To wówczas nie tylko forma spędzenia czasu, co ma miejscu w przypadku „doraźnych” kursów, a o wiele więcej. Czy nie przesadzam z określeniem inwestycja w kontekście zajęć tanecznych?
Z całą pewnością świadomie używam właśnie tego słowa.

Na przestrzeni kilkudziesięciu lat widziałem mężczyzn i kobiety przychodzących na pierwsze lekcje ubranych nazwijmy to w wersji „osiedlowej”, a z czasem rozkwitających pod względem wizerunku, ubioru, estetyki, co niewątpliwie przyczyniało się do ich pewności siebie w codziennym życiu. Przypomina mi się stary film „Roztańczony buntownik”. Na lekcję nieśmiało przychodzi zaniedbana dziewczyna z wielkimi okularami na nosie. Z czasem staje się coraz bardziej kobieca, a jej nieśmiałe wcielenie odchodzi do lamusa.
Nie chodzi tu jednak o wygląd fizyczny, to byłoby wszak zbyt mało.

Konieczność zmagania się ze swoim ciałem, które tak często podczas nauki tańca niejako nie chce nas słuchać, a z czasem uczymy się nim „zarządzać” i komunikować, aby być w tym kompatybilnym.

Wejdźmy do wewnątrz tego ciała. Ileż tam emocji, napięć, wyniesionych z pracy, z domu, bądź nawet z przeszłości. Wejście w przestrzeń ruchu i muzyki staje się lekarstwem dla duszy, psychiki. Brak pewności siebie, lęki, traumy, niepokoje, samotność, strach, złość, depresja – to wszystko nawet na poziomie podświadomości zostaje dotknięte i poruszone – i bardzo dobrze! Zazwyczaj nie chcemy tego otwierać tak wprost, to przecież często puszka Pandory…
Przeraża mnie przeżycie swojego życia w tym szczelnym zamknięciu emocji i nie zaopiekowaniu się nimi. Muzyka przynosi odreagowanie bądź ukojenie, ciało wyraża to, co zamknięte w środku, człowiek towarzyszący Tobie staje się niejako wędrowcem w Twojej podróży.
I mógłbym tak wymieniać i wymieniać…

Taniec to małe słowo. Nie uważasz?

Tam nie ma granic…

Wyobraźmy sobie, że kiedyś polubiliśmy gotowanie i od tamtego czasu regularnie poznajemy nowe przepisy. Przygotowujemy nowe dania, co przynosi nam zadowolenie, po czym szukamy kolejnych nowych przepisów, aby mieć satysfakcję i poczucie, że zrobiliśmy coś niepowtarzalnego. Jednocześnie czegoś nam brakuje. Zastanawiamy się, do czego ciągłe poszukiwanie nowych przepisów nas prowadzi.

Nie zwróciliśmy uwagi, że przestaliśmy (albo nigdy tego nie robiliśmy) odkrywać głębię smaku przypraw, zapachu, nie dostrzegamy już kolorów widząc po prostu „składniki”, nie eksperymentujemy w ramach starych przepisów z temperaturą, czy długością gotowania. Ponadto zostawiliśmy otoczkę w postaci ładnego nakrycia, klimatu podania, może zapalonej świeczki obok czy ładnej muzyki w tle.

Tak się może wydarzyć w każdej dziedzinie. Wypalenie. Podążanie obraną kiedyś drogą, ale już bez smakowania, upajania się tym, co kiedyś nas zachwycało. Zastanawiasz się, po co to nadal robisz?

Ostatnio prowadziłem warsztat „Znajdź swój styl”. Nie zajmowaliśmy się krokami. Weszliśmy do czeluści 🙂 Każdy uczestnik był zaproszony do wejścia w głąb siebie, swoich odczuć, emocji, ruchu, który jest kompatybilny z jego osobowością. Nie jest to łatwe. Wolimy być na zewnątrz. Nauczyć się nowych kroków, przećwiczyć je i… szukać następnych.

Wypalenie grozi każdemu tancerzowi, również nauczycielowi tańca. Dlatego tak ważne z mojej perspektywy jest dzielenie się tańcem przez pryzmat potencjału, który każdy z nas nosi w sobie. A gdy to odnajdziesz, okaże się, że tam… nie ma granic 🙂