Świętość czasu i przestrzeni jako niebiańskiej uczty.

W naszej pracy ze studentami bardzo szczegółowo omawiamy mechanikę ruchu, czyli to, co jest niezbędne, aby zrozumieć „głębokości” ruchu.
Sam krok jest bowiem tylko jednym z elementów całego procesu. To jednak nadal zbyt mało, aby mówić o tańcu, który będzie poruszać nasze wnętrze, który pozostawi ślad…
Wszystkiego można się nauczyć i być wręcz perfekcyjnym, bez duszy, bez życia, idealnym tancerzem robotem.
W środku, wewnątrz pary, poprzez połączenie może się dokonać coś na poziomie metafizyki. To są te momenty, które medycyna określi jako połączenie wyrzutu dopaminy i oksytocyny, buddyści stwierdzą, że to stan oświecenia, a jeszcze inni nazwą to zwyczajowo – „odleciałem, odleciałam”.

Przeglądając wczoraj muzykę natknąłem się na utwór, który jest w moim odczuciu czymś z tej przestrzeni, tak dostępnej dla każdego człowieka, a jednocześnie nie pojawiającej się zbyt często, „na zawołanie”…

Gdy słucham tego utworu, chcę przede wszystkim skupić się na oddechu i obecności. Przekazać następnie drugiej osobie poczucie ukojenia i przyjęcia. A z pierwszym ruchem popłynąć w przestrzenie, które wznoszą człowieka gdzieś tam, wysoko, nie wiadomo gdzie, jak to się odbywa, skąd, dlaczego…

Gdy na ostatniej lekcji zaproponowałem parze zatańczenie tanga do tego utworu, poczułem, że muszę nieco się oddalić; odszedłem daleko poza parkiet, jakby nie chcąc naruszać tego czasu, tej przestrzeni, którą tworzyli razem poprzez połączenie siebie, dźwięków i ruchu.
Świętość czasu i przestrzeni jako niebiańskiej uczty.

Autentyczność czy powinność?

Dzisiaj cały medialny, cyfrowy świat obchodzi Walentynki.
Konieczność wykonywania określonych czynności, „bo tak wypada”, bo tak wszyscy robią, w moim odczuciu odbiera miejsce na spontaniczność na poczet „powinności”.
Bardzo cenię autentyczność. Wspomniana „powinność” dość szeroko została poruszona w jednym z poprzednich moich postów i nagranym podcast:

Czy tango to teatr? O relacjach, milongach i „cabaceo” – posłuchaj mojego podcastu

Ieva Kelpsaite oraz Sergio Acosta z „Tango in Conversation” podjęli temat wpływu tanga na życie; jego siły w oddziaływaniu na nasze relacje, związki i następującego często poszerzenia bądź zmiany spojrzenia.
Tematyka, która w Polsce póki co nie jest podejmowana, nie jest łatwo rozmawiać o tym co wewnętrzne. Czy jednak tango przede wszystkim nie pochodzi z wnętrza?
Dopiero wspomniana w poprzednim poście książka Dimitrisa Bronowskiego „Tangofulness” oraz poniżej załączone fragmenty rozmowy z Veronicą Toulmanovą poruszają te aspekty, bez których być może autentyczność naszego tańca jest jeszcze daleko przed nami…

Tangofulness

Jestem pod niesamowitym wrażeniem książki Dimitrisa Bronowskiego „Tangofulness: Exploring Connection, Awareness, and Meaning in Tango”

Sam tytuł nawiązuje do „mindfulness” czyli praktyki uważności.
tango Poznań
Autor bazując na bogatym doświadczeniu tanecznym i życiowym zwraca uwagę na połączenie w tańcu. Nie ma tu mowy o technice czy stylu tańca. Dimitris opisuje moment spotkania z drugą osobą na parkiecie. Mocno akcentuje pytania:
„Co porusza Cię w tangu, dlaczego przychodzisz na milongę, czego szukasz?”. Czytamy niektóre z otrzymanych odpowiedzi:
„taniec pozwala mi dalej żyć”, „chcę zapomnieć o problemach”.

Ile osób tańczy, tyle usłyszymy odpowiedzi. Dla jednych będzie to zabawa, dla innych medytacja, jeszcze dla innych terapia, może chęć poznania kogoś, ucieczka od samotności…
Dla mnie osobiście od jakiegoś czasu tango widzę jako medytację, coś bardzo głębokiego. „Tangofulness” wspaniale wpisuje się w tę wizję tanga.
O wiele ważniejsza niż kroki staje się intencja, z jaką staję w obecności drugiego człowieka. Co chciałbym przekazać poprzez dotyk, połączenie, a później ruch. Ciepło, przytulenie, zrozumienie, docenienie, wspierającą obecność w trudnym dniu, tyle możliwości…
I ten dla mnie z piękniejszych momentów w tańcu… zatrzymanie, które nie jest bezmyślną pauzą, a może o wiele ważniejszym momentem, niż następujący później krok… Wspólny oddech, zawieszenie, bycie bez słów…

Czasem mam poczucie, jakby bieganie za figurami, colgadami, volcadami, czy boleo było jakąś formą niezrozumienia tego tańca, odzierania go z najpiękniejszej jego warstwy i sprowadzania do tego, co zaraz po zakończeniu nie przetrwa. I oczywiście że pogoń za figurami, ich wyćwiczenie może być paradoksalnie o wiele łatwiejsze, niż zmiana myślenia, intencji, podarowanie czegoś od siebie w tańcu.
Ktoś powie „za dużo filozofii”. Wybieram właśnie takie tango. Dobrze, może nawet spektakularnie zatańczona figura zaraz po skończonym tańcu nie pozostawi po sobie dłuższego śladu, a taniec w pełnej świadomości drugiej osoby, z byciem tu i teraz dla tej osoby staje się czymś więcej.
Czy nie na tym polega piękno?

Tango argentyńskie jako pierwszy taniec na weselu

Wasz pierwszy taniec. W jaki sposób wyobrażacie sobie ten moment, wydarzenie?
Czy chcielibyście, aby goście byli zachwyceni, wzruszeni, a może zależy Wam na tym, aby było to bardzo oryginalne i różniło się od tych, które widzieliście będąc gośćmi na parkiecie?
Czy można zatańczyć naturalnie, bez patosu, a jednocześnie elegancko i w taki sposób, aby goście byli poruszeni, a Wasz taniec do końca Waszych dni stał się czymś uniwersalnym, co będziecie mogli bez wstydu nie tylko wspominać, ale wykorzystać przy wszelkich okazjach, podczas których będziecie tańczyć?

Ważnym aspektem jest nie tylko wybór tańca, ale również muzyki.
Być może macie już na oku popularną piosenkę muzyki pop. Warto jednak zwrócić uwagę, czy wybierana przez Was piosenka za kilka lat będzie nadal takim hitem, czy ktokolwiek będzie o niej pamiętał?

Proponuję Wam, aby Wasz pierwszy taniec był uniwersalny, a jednocześnie oryginalny.
Mówiąc uniwersalny mam na myśli takie wydarzenie – wspominacie swoje wesele za kilkadziesiąt lat i wiecie, że utwór do którego zatańczyliście swój pierwszy taniec nadal żyje, nie odszedł do lamusa, ludzie do niego tańczą. Są miejsca w mieście, w których prawie co dzień jest grany i ludzie do niego tańczą. Możecie wybrać się tam w każdej chwili i … zatańczyć, dla siebie.
Określając natomiast taniec oryginalnym mam na myśli odejście od muzyki pop, którą większość par w ostatnich latach wybierała; goście bywając na kilku weselach w roku mieli często okazję oglądać dziesiąty pierwszy taniec do muzyki Ed’a Sheerana’a  🙂

Połączeniem uniwersalizmu i oryginalnego tańca będzie tango argentyńskie. Taniec zmysłowy i elegancki. Żaden taniec tak bardzo nie oddaje związku mężczyzny i kobiety, jak tango.
Klasyką tanga stał się utwór „Por una cabeza”, który stał się popularny dzięki scenie z filmu „Zapach kobiety”.
Zatańczyć tango na swoim weselu, a później przez całe życie tańczyć tango wydaje się być imponującym rozwiązaniem, a jednocześnie w zasięgu Waszych nóg, ciał i… decyzji 🙂

Plan na ten rok, czyli decyzja

para tańcząca tango

Co zamierzasz?
Jeśli planujesz naukę tańca, bądź już tańczysz, postawienie sobie poniższych pytań może być pomocne w uświadomieniu sobie swoich oczekiwań, a przez to przyczynić się do lepszej efektywności podejmowanej nauki i treningów.

  • Dlaczego chcę tańczyć?
  • Co daje mi tańczenie wybranego tańca?
  • Co chciałbym/chciałabym zmienić/osiągnąć w swoim tańcu w tym roku?
  • Czy coś stanowi przeszkodę, problem, aby to osiągnąć?
  • Co może mi w tym pomóc?
  • Jeśli postawiłem sobie cel, czy zależy on wyłącznie ode mnie?
    (jeśli nie tylko od Ciebie, spróbuj zmodyfikować go w ten sposób, abyś mógł/mogła osiągnąć to, co w 100% będzie zależne wyłącznie od Ciebie, a nie od innych)

Zanotuj sobie swoje odpowiedzi na kartce, włącz muzykę, która Cię porusza, oddychaj świadomie, pobądź z tym chwilę, a następnie podejmij dzisiaj jedną decyzję, która będzie wpisywać się w zapisane przez Ciebie cele. Dzisiaj.

 

Tangowy ocean

szkoła tanga Poznań

W ostatnim czasie przeprowadziłem mnóstwo rozmów z tangueros, czyli osobami tańczącymi tango w Polsce i na całym świecie.
Pytanie brzmiało „Czym jest dla Ciebie tango?”.
Nie jest to pytanie wyłącznie natury filozoficznej. Tango jest tak szerokim określeniem, że bez odpowiednich narzędzi dla osoby początkującej mylącym będzie na przykład oglądanie filmików na youtube, gdzie głównie znajdziemy escenario, czyli pokazowe tango sceniczne. Jeśli już oddzielimy tango escenario od tanga socjalnego tańczonego na milongach, znowu powstaje rozdźwięk: styl salonowy, czy nuevo, styl liso, czy też więcej ozdobników? I tak można by mnożyć. I gdzie biegnie granica pomiędzy nimi? Zdaje się, że odseparowanie jednego stylu od drugiego może być niewykonalne.

Gdy ponad to dodamy jeszcze różnicowanie indywidualnych stylów ze względu na wiek, osobowość, charakter, miejsce, w którym osoba rozpoczęła naukę, czy było to od samego początku wyłącznie tango, czy też wcześniej były to inne style taneczne, okazuje się, że jakakolwiek kodyfikacja, nazwanie „to jest tangiem, a to nie” jest bardzo trudne, dość subiektywne. Zebrane tutaj słowa nie muszą, ale mogą stanowić jednak pewien wspólny mianownik, trzon, czym tango będzie niezależnie od tego, kto jaki styl będzie preferował lub prezentował.

Tu zaszła zmiana.

Uczestniczyłem ostatnio w spotkaniu dotyczącym wpływu tanga na psychikę człowieka.
Jedna z dziewczyn wspomniała, jak bardzo nie lubiła podążać. Przyzwyczajenie do prowadzenia w życiu, w tańcu nie pozwalało jej na przeżycie błogości, jakiej można doświadczyć podczas podążania. Przełom nie nastąpił od razu, dopiero podczas jednej z milong poczuła „jakby płynęła”. Opowiadała to wydarzenie doskonale pamiętając, moment, a nawet miejsce na parkiecie, gdzie blokada puściła. Niezwykłe potwierdzenie, jak blokady towarzyszące nam na co dzień, mogą zostać rozpuszczone przez ten zadziwiający taniec.
Inna historia to doświadczenie tańczenia tanga w ramach ćwiczenia solo; kontakt z parkietem, używanie własnego ciężaru ciała poprzez biodro, aby poczuć uziemienie. Ćwiczenie pomogło w odkrywaniu samego siebie. Aby poczuć przyjemność bycia w połączeniu w parze, najpierw muszę poczuć przyjemność bycia z samym sobą. Jak wówczas zmienia się taniec i nasze życie, albo nasze życie i taniec…
Kiedyś przygnieciony zmartwieniami tańczyłem będąc nieobecnym, moja partnerka doskonale to odczuła. Tango jest jak papierek lakmusowy, czego doświadczasz w życiu. To może niektórych przerażać. Choć mechanizm jest ten sam; niektórych przeraża wizja wizyty u psychoterapeuty, nie chcą zobaczyć w tym potencjału, nadziei na uzdrowienie, poszerzenie możliwości, perspektyw, jakości życia.

Tango zmusza nas do zmagania się ze swoim ciałem, wyobrażeniami, zmusza nas do otwartości na zaskakujące sytuacje, do improwizacji, zmiany planów, zaprasza nas do akceptacji tego, że czasem popełniamy błędy, a tym samym do niesamowitej wolności. To jednak droga. Nie dzień, nie tydzień. To droga, na którą warto wejść i kroczyć…

Ochrona życia to jakość tego życia.

W obliczu tego co się dzieje, chciałbym zwrócić uwagę na to, że troska o życie przejawia się nie w deklaracjach, a w działaniu o jakość tego życia.
Poniżej przykład niewidomej dziewczynki…

Jeśli jesteś osobą niepełnosprawną, lub znasz takie osoby, powiedz im o Akademii.
My nie dzielimy ludzi, drzwi otwarte są dla wszystkich.
Tak chcemy dbać i chronić życie przez duże „Ż”.