Kurs tańca użytkowego

„Chcemy umieć tańczyć z wujkami na weselu”
„Jak tańczy się dwa na jeden?”

To częste pytania, które kierują nas w stronę tańca użytkowego, czyli uniwersalnego kroku, na bazie którego możemy stosować różne kombinacje figur; bez stresu i konieczności układania choreografii.

Taniec użytkowy to jednak dość szerokie pojęcie.
Możemy do niego zaliczyć najbardziej popularny (szczególnie w Niemczech) discofox, zawierający 3 kroki, przy czym ostatni krok jest krokiem bez przeniesienia ciężaru ciała (tak zwany tap).
Ten sam taniec może być zatańczony w amerykańskiej wersji 'hustle' z zastosowaniem tak zwanej podpórki, czyli częściowego przeniesienia ciężaru ciała przy kroku do tyłu i powrót na nogę postawną. Dzięki tej wersji osoby z bardziej wrażliwym uchem nie odczuwają dysonansu, podczas gdy w podstawowym discofox tańcząc 3 kroki do muzyki, która zawiera 4 uderzenia odnosi się wrażenie, że coś tu nie pasuje. Hustle osadza nas w muzyce z parzystą ilością uderzeń, dzięki czemu tańczymy 'beat w beat'.

Jest również czterokrokowa disco samba, w której na każde drugie uderzenie tańczy się krok tap. Rozwiązania figur są prawie identyczne jak w discofox, aczkolwiek często powtarzalność kroku tap stwarza nieco więcej problemów.

Discofox czy disco samba to tańce do muzyki o średnim i szybkim tempie.

Do kategorii tańców użytkowych osobiście zaliczam również blues’a, który jest tańcem wolnym. Jakkolwiek wolne utwory, tak zwane „przytulańce” są niezwykle miłe, warto znać parę rozwiązań, jak do takiej muzyki można się poruszać nie tylko przytulając się tańcząc z nogi na nogę 🙂
Na bazie blues’a często buduję choreografie również na pierwszy taniec weselny.

Znajomość tych tańców daje absolutne poczucie komfortu.
Gdy ktoś mnie pyta od jakiej formy tańca zacząć naukę, zazwyczaj proponuję właśnie taniec użytkowy ze względu na jego uniwersalność 🙂

Ekstaza

Wchodzę na pustą salę. Przygaszone, delikatne, ledwo widoczne światło.
Oddycham. Słysząc tylko swój oddech stawiam pierwszy krok, delikatnie smugając parkiet, jakby nie chcąc go naruszyć, wyprowadzam stopę przez palce.
To zwyczajne wejście na nogę może być celebracją. To jak medytacja. Tai chi. Odczuwam przyjemność w wyprowadzaniu stopy i powolnym przenoszeniu ciężaru ciała. Nie spieszę się z następnym krokiem. Długość mojego kroku wyznacza czas, nie odwrotnie.

Jeśli włączę muzykę, wsłucham się w jej brzmienie, instrumenty, wokal, charakter. Muzyka nie będzie tłem. Wejdę jak Alicja w Krainie Czarów przez lustro, wejdę w ten utwór całym sobą.

Czy znasz to uczucie? Gęsia skórka na rękach, w środku poruszenie, jakby ciało nie mogło pomieścić tego, czego doświadcza.
Bez szczególnych kroków, bez gonienia za rytmem.

Jestem. Ekstaza.